sobota, 25 października 2014

Od Jaty C.D. Rozalii

Zmieszałam się.
-No kto to był?- dopytywała.
-Ona... Naczy... Ja... My... Ona mi... Dla mnie... Zdobywa... Nie... No... No... No zdobywa... Zdobywa.... I-i-i-informacje...- wydusiłam.
-Apropos?- zmarszczyła czoło podchodząc bliżej.
-A-apropos... No...- zawahałam się.
-No dawaj...- warknęła.- Dla kogo pracujecie...?- syknęła.
-Dla... Dla...- znów się zawahałam.- No... Ona... Ech...- spuściłam głowę.- Zdobywa dla mnie informacje apropos sytuacji w okolicznej jednostce...- wyszeptałam kładąc uszy.
-Po co? I dlaczego?- dopytywała nieufnie.
-Bo ja... Naczy... Mój... Mój partner...
-Acha! Czyli wszystko jasne! Chcesz mieć za faceta Maxwella żeby mieć sforę, a tak naprawdę masz innego! Super! Ciekawe co Maxwell na to!- warczała.
-Nie... Nie takiego partnera... Z... Z... K-9... Mój partner z K-9... On... Naczy ona... Ona dostarcza mi informacje o sytuacji w jednostce, bo... Bo ja... Ja... Ja się staram... Staram się... Żeby odnaleźć swoją rodzinę...- skończyłam wahając się. To wyglądało podejrzanie, ale ja po prostu chciałam znów ich zobaczyć... I Jareda... I jego żonę Agnes... I małą Bethany... I co najważniejsze Nataszę... Miała skończyć za cztery dni lat piętnaście... Chciałam być wtedy z nią...- Wiem... To wygląda inaczej... Ona mówiła mi, że jest źle... Nie może w żaden sposób dowiedzieć się, gdzie teraz mieszkają... A ja muszę ich znaleźć... Muszę...- dodałam cicho. Po policzku spłynęła mi łza. Wspomnienie Jareda przedstawiającego mi Nataszę, przeplatało się ze wspomnieniem Nataszy uciekającej ze łzami w oczach z płonącego domu...
<Rozi?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz