-Jasne!- odparłam i się uśmiechnęłam. Czułam, że chamsko by było teraz rozpatrywać przeszłość, kiedy przyjaciółkowe serce zaczyna bić dla kogoś po raz pierwszy.
-To... Co mam robić...?- spytała.
-Najpierw musisz się nauczyć zawsze być przy nim sobą. Ja jestem sobą zawsze i lata za mną Shiroli i Delgado, a ceni mnie Despero. Żałuję tylko, że Maxwell nie odwzajemnia moich uczuć... Ale cóż... Muszę o niego walczyć... Nie dam go tak łatwo.- powiedziałam stanowczo.
-Czyli mam być taka jak zawsze?- spytała.
-Tak. Pogodna, trochę szalona, wesoła, miła, towarzyska... Taka jaka jesteś. Dobrego związku nie można budować na udawaniu...- powiedziałam.
-Czyli rada pierwsza, to być sobą. Dobra. A rada dwa?- spojrzała na mnie.
-Rada dwa, to nie spieszenie się. Pośpiech nic tu nie da. Najpierw musicie zostać przyjaciółmi. Partnerzy, którzy nie są przyjaciółmi, długo nie po będą ze sobą.
-Czyli rada dwa to przyjaźń i brak pośpiechu.
-Dokładnie. Rada trzy - nie daj po sobie poznać, że ci się podoba. Wtedy przegrywasz i odkrywasz swoje karty.
-Nie pokazywać po sobie, że go kocham.
-Tak. Rada cztery: pozwól mu się kochać. Niech sam do tego dojdzie. Kiedy będziesz zagrywać niedostępną, to da sobie spokój zanim jeszcze zacznie się w tobie naprawdę kochać.
-Dać mu się pokochać w jego tempie.
-Otóż to. Pięć: od razu wyznacz granice. Nie znam Dejango, więc nie wiem jaki będzie. Jeżeli będzie chciał zacząć od kontaktu fizycznego, a ty nie będziesz na to gotowa, nie pozwól mu na to. Tak samo z wypadami wieczorem. Jeśli nie chcesz, bo nie wiem... Boisz się być poza domem w nocy - daj mu to di zrozumienia. Musi znać granice.
-Jasne... Wyznaczam jasno granice.
-Rada sześć brzmi: sama nie powoduj nie zręcznych sytuacji. Jeśli wynikną - super. Jeśli sam je zaaranżuje - extra. Jeśli ty je spowodujesz - źle. Odkrywasz swoje karty. A jeśli okazałby się jakimś chamem, to będzie wiedział w co uderzyć.
-Jasne... Nie aranżować nie zręcznych sytuacji.
-Przedostatnia rada: ostrożność. Musisz być ostrożna. Z doświadczenia wiem, że uczucia potrafią ranić. A to bardzo boli...
-Jasne... Muszę być ostrożna...
-I ostatnia rada: nie angażuj się w to zbytnio, zanim nie zobaczysz, że on się zaczyna angażować. Będzie ciężko, ale wiedz, że jak zbyt się starasz, a druga strona wcale, to wiele z tęgi nie wyjdzie i sprawi ci tylko zawód, ból i żal.
<Rozalii?>
niedziela, 26 października 2014
Od Jaty C.D. Rozalii
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz