Byłam niewielkiej wielkości suczką więc próbowałam się zaprzyjaźnić z mniejszymi psami.Do dużych nie startowałam.Nad jakąś skałką przy wodospadzie czesała się suczka z naszej sfory. Małej postury,czyściutka i zadbana, przez moment zaczęłam marzyć o takim wyglądzie. Odkąd należałam do sfory, byłam razem z Jaty brudna i umorusana.Nie wyglądało to estetycznie,ale taka natura...Wobec tej suczki naszedł mi pewien plan. Trochę dziwny, lecz co jak co, czego się nie da wymyślić.Jaty coś o niej mówiła, że jest swego rodzaju pięknością.
-Hej!-wpadłam na suczkę cała w błocie. Jej piękne białe futerko wyglądało jak futro najzwyklejszego psa.
-Co ty robisz!Patrz jak wyglądam? Czy ktoś to widział?! Co?!-dramatyzowała.-O nie moja fryzura!Moje futerko,coś ty zrobiła!?
-Nic, a tak w ogóle jestem Rozi- uśmiechnęłam się do suczki która zrobiła sobie ubranko z liści i powoli zakradała się do wody.
Chloe?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz