Zszedłem do niego z wystraszoną miną.Nero dyszał i jednocześnie się śmiał.
-Co Cię tak śmieszy?-Spytałem.
-Twoja mina.-Zaśmiał się.
-Ha,ha,ha.-Powiedziałem.
-To co dalej?-Spytał.
-Może trochę akrobatyki...-Powiedziałem.
-A kiedy zaczniemy walczyć?-Spytał.
-Jak przyjdzie czas.-Powiedziałem stanowczo i zeskoczyłem na ziemię robiąc salto.-Teraz ty.-Dodałem.
-Ale jak?-Spytał.
-Normalnie.Robisz przewroty w locie.
Nero przełknął ślinę i zeskoczył.Zrobił trzy salta w powietrzu i wylądował na głowie.
-Trzeba uważać żeby nie spaść na głowę.Grozi nawet śmiercią.-Powiedziałem i dotknąłem go mówiąc berek.Nero pobiegł za mną.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak mijało kolejne siedem dni.Zdążyłem się już przywiązać do Nero,ale wciąż udawałem,że mi na nim nie zależy.Dziś z samego rana nie budząc Nero poszedłem na polowanie.Szybko upolowałem dużego jelenia i przytaszczyłem go do jaskini.
-Wstawaj śpiochu.-Powiedziałem,a Nero wstał powoli.-Smacznego.-Dodałem i wyszedłem z jaskini i usiadłem przed nią.Kiedy Nero zjadł usiadł przy mnie.
-To co teraz?-Spytał grzecznie.
-Ja będę już iść.
-Gdzie?
-Do siebie.-Odpowiedziałem.
-Ale wrócisz?-Spytał.
Nie odpowiedziałem.
-Chodzmy się przejść.-Powiedziałem i wstałem.Nero poszedł za mną.Szliśmy po lesie nie rozmawiając.
-Pójdę się napić.-Przerwał ciszę Nero.Poszedł do strumyka płynącego obok.Nagle usłyszałem pisk.Był to Nero.Pobiegłem do strumyka i zobaczyłem jak jakiś wilk trzyma go w pysku,który był we krwi.Wtedy coś się we mnie obudziło.Była to taka nienawiść jak jeszcze nigdy.Rzuciłem się na wilka aż wypuścił Nero z pyska.Wgryzłem się w szyję i rozszarpałem ją.Kiedy chciałem podejść do Nero wilk ostatnim tchem ugryzł mnie w łapę.Odepchnąłem go,a on wtedy przestał oddychać i się ruszać.
-Despero?-Spytał szeptem.
-Tak,wszystko dobrze.Nie bój się.-Szepnąłem o krok od łez.
-Jesteś ranny.-Szepnął.
-Ale to nic.-Uśmiechnąłem się i zatamowałem jego krwotok łapą.
Nagle podbiegł do nas Charlie.
-Zawołaj medyka!-Krzyknąłem przerażony dysząc.
-Szybko!Zawołajcie medyka!-Krzyknął Charlie.
Przybiegł jakiś pies.Kazał nam się odsunąć.Nero stracił przytomność.Przykładał mu co chwila do rany jakieś zioła i leki.Wreszcie po godzinie podszedł do nas i pokręcił głową ze smutkiem.Podbiegłem do Nero,a Charlie spuścił łeb.Przytuliłem szczeniaka,a łza spłynęła mi po policzku na zimny policzek Nero.
-Despero...on nie żyje...-Szepnął Charlie podchodząc do mnie i kładąc mi łapę na ramieniu.Pierwszy raz w życiu było mi kogoś żal.Nagle szczeniak lekko się poruszył.
-Despero?-Spytał szeptem.
-Tak...-Odpowiedziałem ucieszony i przytuliłem go.
Widziałem kątem oka jak Charlie się uśmiechnął.
C.D.N
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz