Pies się uśmiechnął. Ja też.
- Tak w ogóle to jestem Lauren. A ty?
- Carybuu...
Nagle przyjrzałam się uszom psa...były takie... WIELKIE!
Wybuchnęłam śmiechem.
- Z czego się śmiejesz? - warknął Cary.
- Z... twoich... Uszu!!!! - upadłam na ziemię ze śmiechu.
Pies popatrzył na mnie z ironią i wypalił...
<Cary?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz