niedziela, 2 listopada 2014

Od Jaty C.D. Despero

Nagle za mną jak z podziemi wyrósł jakiś wielki czarny wilk. Złapał mnie za szyję i uniósł wysoko w powietrze...
-Despero...- wyszeptałam z trudem. Praktycznie nie mogłam oddychać. Dess natychmiast się odwrócił.
-Puść ją!- krzyknął.- Ona nie jest w nic zamieszana!
-Ale jesteś gotów wiele dla niej zrobić...- wysyczał nienawistnie wilk.
-Puścisz ją, albo cię zabiję! Wybieraj!- warknął Dess.
-No dawaj... Jesteś ślepy jak mały gówniarz, co jeszcze oczu nie otworzył... Skoro nie miałeś szans widząc, ti teraz tym bardziej nie masz...- zakpił.- Ale skoro wybierasz śmierć...- dodał wzruszając ramionami. Uśmiechnął się szyderczo i rzucił mnie w pobliskie drzewo. Jeknęłam. Zabolał mnie strasznie brzuch. Skuliłam się z bólu. Dess warknął:
-Zapłacisz za to!- i rzucił się na wilka. Nie minęło pięć minut, kiedy na ziemi leżały ciała sześciu wilków. Dess podbiegł do mnie cały zakrwawiony...
-Jay!- krzyknął i wziął mnie na plecy.
-Dess... Weź mnie do Sashy... I zawołaj Maxa...- wyszeptałam.
-Ale co ci jest?!- spytał.
-Szczeniaki... Nie czuję ich...- wydusiłam.
-Co?! Jesteś w ciąży?! A ja cię narażam?!- krzyknął i pobiegł do Sashy. Nie pamiętam nic z badań, oprócz wyniku:
-Nic im nie jest... Tobie też...- powiedziała Sasha.- Ale musisz bardziej uważać... Mogłaś poronić, albo nawet umrzeć... Wilki są niebezpieczne... Nie zbliżaj się do nich...- rozkazała. Wyszliśmy. Porozmawiałam z Maxem. Następnego dnia spotkałam Dessa.
-Dess!- krzyknęłam i podbiegłam do niego.- Uratowałeś mi życie... I im...- powiedziałam patrząc mu w oczy.- Dziękuję ci...
<Dess?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz