Było to smutne. Dlaczego tak musiało się stać? Dlaczego pan mnie zostawił? Australio ... Tęsknie ...
Byłem rozgoryczony. Szedłem bez celu do przodu nie mając zamiaru się odwrócić. Miałem załamanie psychiczne. Czemu ludzie tacy są? Czemu zabierają ci coś co tak bardzo kochasz? Czemu, czemu ,czemu....
Zaskomlałem. Nie miałem siły iść dalej. Łzy pociekły mi po policzkach. Opadłem pod leśne drzewo, czekając na śmierć. Chciałem skończyć ze sobą. Już nigdy nie będę tym samym psem ... Usłyszałem szelest. Zignorowałem go. Nawet jeśli to będzie jakieś niebezpieczeństwo... Nie obchodziło mnie to. Dotknąłem łapą swojej apaszki, zacząłem się nią bawić. Szelest powtórzył się. A to co wybiegło nagle z krzaków .... Zamurowało mnie.
Dziki pies. Suczka. Płakała. Wstałem szybko z oczami okrągłymi jak spodki. Suczka zauważyła mnie, ale nie zareagowała tak jak ja bym zareagował na jej miejscu. Odparła jakbyśmy znali się od zawsze.
- Ty też płakałeś?
- Emm... Nie... - otarłem łzy zawstydzony. Zamurowała mnie. Była taka piękna. A ja musiałem wyglądać jak kompletna ślamazara,
- Nie wstydź się tego ... Każdy ma prawo płakać...
<Lauren? Sorki, że pierwsze opowiadanie takie krótkie ale nie mam weny>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz