Wstałam tego dnia wcześnie. Było już dość zimno, a jesień zaczynała dawać się we znaki. Zwierząt, na które mogłam i umiałam polować, było coraz mniej i były już bardziej złożone z tłuszczu niż mięsa. Woda była zimna, a czasem wręcz lodowata. Liście prawie całkowicie opadły z drzew i legły spokojnie na zmarzniętej ziemi. Tworzyły swego rodzaju kolorowy, ale szaro-bury dywan. Wyszłam ze swej jaskini i spojrzałam jak co rano w wodę. Przybliżyłam nos do jej tafli. Była zimna. Jak nic. Mimo wszystko napiłam się. Aż się wzdrygnęłam, a moje małe, drobne ciało przeszły dreszcze.
~Zimna jak lód...!~ pomyślałam i wstałam. Musiałam znaleźć coś zjadliwego, bo od sześciu dni nic nie miałam w pysku. Burczało mi w brzuchu i byłam potwornie głodna. Zaczęłam węszyć. W powietrzu wyczułam delikatną woń jelenia. Wiedziałam, że nie uda mi się go upolować, ale cóż - trzeba spróbować. Zaczęłam iść za zapachem. Po kilku minutach chodzenia z głową w górze, znalazłam tropy i teraz truchtałam z nosem przy ziemi. Po chwili swawolny trucht zmienił się w bieg. Tropy były coraz świeższe. Uśmiechnęłam się pod nosem. Minęło pół godziny, zanim zobaczyłam swoją prowizoryczną ofiarę. Wychudzony nieco jeleń stał na brzegu lasu i oskubywał drzewo z kory. Zaczęłam się skradać. Jednak jeleń uciekł. Stałam pod wiatr. Ruszyłam za nim. Tak łatwo mnie nie spławi! Następną okazję miałam nad jeziorem, bo zwierzę schyliło głowę i zaczęło pić. Zakradłam się do niego, ale również mi uciekł w ostatniej chwili. Musiałam iść za nim dalej. Nawet kiedy nadażała się okazja, jeleń mi uciekał. Zbliżał się już wieczór, a ja nadal chidziłam za nim głodna. Dałam sobie w końcu spokój, bo zwierzę skryło się w lesie należącym do innej sfory. Westchnęłam i ruszyłam ze spuszczoną głową nad jezioro Te Amo. Położyłam się głodna na mostku i spojrzałam w wodę kładąc łeb na łapach. Minęło pół godziny. Słońce zaraz powinno zajść... Usłyszałam niepewne kroki. Uniosłam głowę. Za sobą zobaczyłam Maxwella... Serce mi stanęło. Zerwałam się z ziemi. Spojrzałam na niego wytrzeszczonymi oczami. Serce mi przyspieszyło, tak samo oddech. Nie mogłam mmnjc powiedzieć. W końcu podbiegłam do niego i się przytuliłam.
-Tęskniłam Max... Nie umiem bez ciebie żyć...- wyszeptałam. Od pogładził mnie w milczeniu po grzbiecie. Zatrzymał nagle łapę w połowie moich pleców. Odsunął mnie od siebie i spojrzał na mnie krytycznym wzrokiem. Odezwał się w końcu:
-Jesteś wychudzona... Kiedy ostatnio jadłaś...?- spytał marszcząc czoło.
-A czy to ważne? Ważne, że cię zobaczyłam. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że cię widzę.- uśmiechnęłam się.
-To JEST ważne... Kiedy ostatnio jadłaś...?- powtórzył pytanie.
-Będzie z tydzień...- wyszeptałam spuszczajc głowę.- Jestem beznadziejną łowczynią...- westchnęłam kładąc uszy.
<Maxwell?>
niedziela, 26 października 2014
Od Jaty Do Maxwella
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz