-Ja jestem z drugiego końca świata, a chyba nie jestem szalona...!- zaśmiałam się.
-No... To jest jakiś argument...!- odparł i również się zaśmiał.
-Jeśli takie jest twoje marzenie, to może mogę ci coś polecić...- zaproponowałam.
-A co?- spytał i spojrzał na mnie z ciekawością.
-Środek transportu.- uśmiechnęłam się.- Chodź za mną!- krzyknęłam i zaczęłam biec w kierunku granicy sfory. Dess biegł za mną. Dzień schylał się ku końcowi, kiedy zatrzymałam się, a Despero stanął po mojej prawej. Przed nami było widać długie tory, których koniec niknął daleko w górach... Wyglądały, jak gdyby nie miały końca.
-Tędy codziennie rano o 8 przejeżdża pociąg. Jest potwornie długi i są w nim wagony zarówno dla ludzi, jak i towarowe. Takim pociągiem tu przyjechałam. Na końcu linii kolejowej jest port. Stamtąd ca tydzień, bo tyle trwa jazda pociągiem stąd do portu, odpływa prom. I płynie z tamtego portu, aż do wybrzeży Ameryki. To tak się tu dostałam. Jak byś kiedyś chciał ruszyć w podróż życia, to wystarczy, że powiesz, a wskażę CJ drogę.- uśmiechnęłam się. Despero dłuższą chwilę milczał z szeroko otwartymi oczami wlepionymi w niknące w dali tory... W końcu odezwał się:
-..
<Despero?>
niedziela, 26 października 2014
Od Jaty C.D. Despero
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz