poniedziałek, 27 października 2014

Od Delgada

Poczułem ciepły i miły wiosenny wiatr. Nagle źle się poczułem. Pobiegłem do Sashy. Po kilku badaniach zrezygnowana suczka podeszła do mnie.
- To rak. Być może nie dożyjesz wieczoru...
Zamarłem. Ale...ehhh
- Zawołaj Jaty... Chcę jej coś powiedzieć.
Sasha szybko pobiegła po nią. Gdy Jaty przyszła, uśmiechnąłem się.
- Nie dożyje wieczoru...mogę zrobić coś, co zawsze chciałem zrobić?
- Co?
Pocałowałem Jaty i...umarłem. Nic nie czułem, ani nie widziałem. Słyszałem tylko cichy płacz Jaty.
W końcu i przestałem słyszeć...
<The End of Delgado>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz