niedziela, 26 października 2014

Od Toggera C.D Astrid

Warknąłem na psa. Był duży, biały, ale nie bałem się go. Byłem większy. A raczej czułem się większy bo większy nie byłem...
Pies wyszczerzył zęby.
- Nie zrobisz jej nic! - warknąłem i odgryzłem kawał ogona psu.
Pies uciekając wołał:
- Wrócę!
Po całym zdarzeniu jak najszybciej podbiegłem do Astrid.
- Nic ci nie jest? Jesteś ranna? A szczeniaki? - denerwowałem się.
- Nic mi nie jest. Szczeniakom też. - uspokoiła mnie suczka.
Nagle coś usłyszałem.
- Astrid...
- Co?
- Słyszysz to...
- Ale co?
- Konie!!
Wyszedłem z jaskini, ale od razu do niej wszedłem. Konie biegły tuż przed wejściem do jaskini.

- Piękne nie? - uśmiechnąłem się do Astrid.
- Piękne... - odwzajemniła gest suczka.
Patrzyliśmy tak aż pobiegły...
<Astrid? Romantycznie, nie?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz