Pewnego ranka wybrałem się na spacer. Chciałem pójść z siostrą, ale cóż. Była zajęta, więc poszedłem sam. Nie wiedziałem dokąd pójść, ale chciałem się przewietrzyć. Była, brzydka, typowo jesienna pogoda. Nie padał co prawda deszcz, ale wiało, a czarne chmury nad moją głową wyglądały tak jakby zaraz miało zacząć lać. Nie zrażało mnie to i ochoczo truchtałem na przód. W pewnym momencie zobaczyłem, że las przez który biegłem zaczyna się przerzedzać i odsłaniać jakąś polankę. Na tej polanie rosło jedno, jedyne drzewo. Zrozumiałem, że to samotne drzewo, miejsce tylko dla Alf. Miałem ochotę tam podejść i zobaczyć to drzewo. Przez chwilę biłem się z myślami: "Iść, czy nie?" Ale moje wątpliwości rozwiały się, gdy podbiegłem bliżej i zobaczyłem Keyrę. Nie zamierzałem ryzykować i odbiegłem. Na otwartej przestrzeni dużo łatwiej byłoby jej mnie dojrzeć, więc wbiegłem z powrotem do lasu i skręciłem w jakąś ścieżkę. Chyba dawno nikt nią nie szedł bo była zarośnięta trawą i krzakami. Przedarłem się przez chaszcze, aż zobaczyłem przed sobą jezioro. Konkretniej Jezioro Te Amo. Na długim pomoście siedziała jakaś suczka. Podszedłem bliżej i przywitałem się z nią.
<Jakaś suczka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz