poniedziałek, 24 listopada 2014

Od Despero " Wielka podróż " Cz. 2

Maszerowałem dumnie przez ulicę do lokalu.Czułem wciąż na sobie wzrok Charliego,ale nie zwracałem na to uwagi.Wszedłem dumnie do lokalu,którym już od czasu moich szczenięcych dni rządziły psy.Kiedy szedłem przez środek wszyscy ucichli i patrzyli się na mnie.Suczki prawie mdlały,a psy wybałuszały oczy śledząc każdy mój krok.Podnosiłem każdą łapę dumnie do góry i patrzyłem się na przód.
-Dddd...Despero?-Spytał pewien pies.
-Buenos días!-Krzyknąłem i cwaniackim uśmiechem.
-Ja myślałem,że nie żyjesz.
-Jak widać pozory mylą.-Zaśmiałem się.Na scenie stał akurat mój stary znajomy.Doberman Master.
-Jak tu już jesteś to mógłbyś pomóc chłopakom zaśpiewać piosenkę.Słyszałem,że jesteś gwiazdą.-Zaśmiał się.
-Jasne.-Odpowiedziałem i wszedłem na scenę.Wszyscy zaczęli się na nas patrzeć.
Zeskoczyłem z sceny i usiadłem na krześle przy jednym ze stolików.Oczywiście Charlie musiał się dosiąść.
-Całkiem nie zle.-Powiedział.
-Nie masz prawa oceniać tego jak śpiewam.-Powiedziałem i już chciałem zeskoczyć z krzesła,ale on mnie zatrzymał.
-Czemu taki jesteś?Znamy się prawie,że od dzieciństwa.
-Zostaw mnie w spokoju!Odejdz!-Krzyknąłem.
-Ale...
Nie wytrzymałem i rzuciłem się na niego z wściekłością.Rozdzielili nas po krótkim czasie.
Zdążyłem ugryzć Charliego w łapę.Zawył z bólu i zawarczał.Oblizałem się z krwi.
-Ej,chłopaki.Wystarczy!-Powiedział rozdzielający nas Pit Bul.Wyszedłem z lokalu,a Charlie jakby tego mu było mało za mną.
-Życie ci nie miłe?!-Warknąłem.
-Mam do ciebie sprawę...-Powiedział cicho.
-Ty?Do mnie?No dajesz.-Powiedziałem z ironią.

C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz