Odsunęłam się od niego. Zamknęłam oczy i powiedziałam:
- Jeśli nie umiesz zaufać mojej pani, to mnie też nie możesz zaufać.
- O co ci chodzi? - zdziwił się.
- Oddałam się nauce. Oddałam się ludziom. To oni mnie wychowywali. Rozumiem, jesteś dziki, ale mógłbyś chociaż spróbować zaufać ludziom - odparłam i zaczęłam iść w stronę furtki.
- Gdzie idziesz?
- Do domu - nacisnęłam szczególnie na ostatnie słowo - wrócę do sfory, za kilka dni. Muszę pobyć trochę sama.
Weszłam przez furtkę i weszłam na taras domu. Zaczęłam skrobać w drzwi i wpuścili mnie do domu. Wskoczyłam na kanapę i zasnęłam.
*kilka dni później*
Obudziło mnie wycie. Na dworze - o dziwo - świeciło słońce. Wyszłam na dwór i wychyliłam łeb przez furtkę. Ujrzałam Bradoo, więc wyszłam do niego.
- Powiedziałem w sforze, że noga cię bolała i że musiałaś zostać u ludzi - wyjaśnił.
- Nie musiałeś - odparłam - dlaczego przychodzisz dopiero teraz?
- Przychodziłem codziennie. Ale bałem się zagadać.
- Zupełnie nie potrzebnie. Nadal Cię kocham, ale musisz zrozumieć że do szczęścia potrzebuję i Ciebie i mojej pani. Ja po prostu, nie umiem funkcjonować bez Ciebie, ale z ludźmi też czuję się dobrze. Wiem, że jesteś dziki. Ale jeśli szczerze mnie kochasz, odpowiedz. Czy byłbyś w stanie oddać za mnie życie?
<Bradoo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz